28.05.2009
18:29
Monitorze powiedz przecie, czyli jak działa totalizator
foto K.S.
Monitory z kursami zakładów i szacunkowymi wysokościami wygranych skupiają na Służewcu nie mniejsze tłumy, niż prezentacja koni na padoku. Jeśli planujesz postawić chociaż dwa złote, a zwłaszcza -- jeśli szykujesz się do "grubszej gry", powinieneś poświęcić chwilę na rozeznanie się w typach innych graczy.
Zakłady na Służewcu działają na zasadzie totalizatora, czyli "zakładów wzajemnych". Oznacza to, że stawiając np. na zwycięstwo jednego konia "zakładasz" się z wszystkimi, którzy typują inaczej. W każdej gonitwie tworzone są cztery oddzielne pule dla zakładów zwyczajnych, porządkowych, trójek i czwórek. Po odjęciu niewielkiego procentu dla organizatora, pula dzielona jest pomiędzy tych graczy, którzy poprawnie wytypowali wynik gonitwy - im "popularniejszy" dany typ, tym mniejsza cząstka puli trafia do kieszeni każdego z wygranych.
W trakcie przyjmowania zakładów na monitorach nad kasami wyświetlane są przewidywane wygrane za konkretne typy, oparte na dotychczas wykupionych zakładach oraz wysokość puli. Dla gracza są to informacje szczególnie istotne: po pierwsze - pozwalają zweryfikować własną ocenę szans koni z "kolektywną" oceną toru, po drugie - oszacować wysokość ewentualnej wygranej, po trzecie - dobrać najbardziej opłacalny zakład.
"Pierwsza gra" - czyli, wyścigowy vox populi
Gonitwa i ostateczna kolejność na celowniku ucina wszelkie spekulacje, jednak nim konie wystartują podlegają ciągłej ocenie. Najpierw ich szanse na zarobek ocenia właściciel wraz z trenerem, którzy starają się znaleźć dla podopiecznego optymalny wyścig. Swoje dwa grosze dorzuca handikaper, który szereguje zarejestrowane konie, przypisując im odpowiednie do możliwości obciążenie. Po zapisie za ocenę szans zabiera się prasa, a po wydrukowaniu programu zapobiegliwi gracze. Na kilka dni przed wyścigiem można liczyć na ostatnie "oficjalne" przecieki ze stajni i od trenerów. Wreszcie - w dniu wyścigów - konie prezentują się na padoku.
Wysokość ewentualnej wypłaty za zakład na danego konia wyświetlona na monitorze jest ostatnią i najbardziej aktualną wskazówką jaką powinniśmy brać pod uwagę. To wypadkowa typów całego toru, kolektywna opinia społeczności graczy, suma wszelkich poprzedzających gonitwę spekulacji. Czy trafna? Niekoniecznie. Ale na pewno nie należy jej ignorować! Nawet jeśli jesteś pewien swoich typów, w drodze do kasy zatrzymaj się przed monitorem - a nóż coś przegapiłeś na padoku?
Typy prasowe, a tym bardziej te w drukowanym z dużym wyprzedzeniem programie, nie mogą przecież w stu procentach uwzględnić takich czynników jak stan toru, czy pogoda danego dnia, a tym bardziej - prezencji konia na pięć minut przed wejściem do maszyny startowej. Jeśli wysoko oceniasz szanse jakiegoś wierzchowca, a on okazuje się najmniej granym koniem, powinieneś przynajmniej zapytać się - dlaczego? Dlaczego ty widzisz, że koń "sam jeden" wygra wyścig, a inni nie dochodzą do takiej konkluzji? Być może, to ty czegoś nie zauważyłeś - opuszczonej głowy energicznego zazwyczaj konia, spadku formy stajni wyścigowej, podniesienia wagi, albo zmiany dosiadu?
Oczywiście nie powinieneś się zawsze sugerować odczytem z monitora - gdyby wiecznie wygrywała "pierwsza gra", zakłady nie miałyby sensu.
Często jeden rzut oka na monitor wystarczy, jednak jeśli poświęcimy nieco dłuższą chwilę na jego obserwację, możemy dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. Zapewne nieco inaczej będą się kształtowały ewentualne wypłaty przed i po prezentacji koni na padoku. Pod koniec przyjmowania zakładów, zwłaszcza w wyrównanych stawkach, dystans pomiędzy "pierwszą grą" a liczonymi rywalami nieco się zmniejszy, wzrosną też "akcje" potencjalnych "fuksów" - to efekt wykalkulowanych zakładów liczących na zarobek "profesjonalnych" graczy.
Szukając "pierwszej gry" warto zwrócić uwagę nie tylko na kolumnę zakładów zwyczajnych, ale też na bardziej skomplikowane zakłady. Trójki i czwórki będą zapewne bardziej "konserwatywne", najczęściej otwierane koniem uważanym za "obiektywnie" najlepszego. W zakładach zwyczajnych zaskakującą "karierę" może zrobić koń wyróżniający się maścią, wyglądem, lub nawet samym imieniem. Dobrze jest poczekać i zobaczyć, czy taki "czarny koń" pojawi się również chociaż na dalszych miejscach bardziej złożonych zakładów.
Na co możesz liczyć, czyli potencjalne wygrane
Konsultując się w tej kwestii z monitorem pamiętaj, że poznajesz jedynie "szacunkowe" wypłaty - im bliżej startu gonitwy tym bardziej miarodajne, ale ciągle nieostateczne. Musisz też wiedzieć, że podawane kwoty dotyczą wypłat za jeden zakład - czyli dwa złote.
Jeśli twojego typu nie ma na monitorze (a bywa tak w wypadku wielu trójek, czwórek i co poniektórych "egzotycznych" porządków), możesz spodziewać się wypłaty wyższej, niż jakakolwiek z podanych - ale oczywiście nie wyższej niż stale uaktualniana pula. Jeśli trójka, lub czwórka nie figuruje w zestawieniu, nie powinieneś bynajmniej zakładać, że jako jedyny ją wytypowałeś - zwłaszcza jeśli od najpopularniejszych zakładów różni się jedynie kolejnością.
Co wyrzucić, czyli jak zaplanować potencjalny zakład
Przy minimalnych stawkach i prostych zakładach zawsze możesz liczyć na zwrot - z większą, lub mniejszą nawiązką. Jeśli planujesz więcej zakładów - albo zakłady systemowe - koniecznie sprawdź na monitorze, czy gra jest warta świeczki. Oczywiste jest, że np. zagranie wszystkich koni "zwyczajnie" w 90% przypadków nie ma się prawa zwrócić, ale już tańszy o dwa złote zakład polegający na obstawieniu jednego konia we wszystkich możliwych porządkach - choć równie "toporny" - potrafi okazać się dochodowy. Nie można polegać na założeniu, że trójki i czwórki są wysoko płatne - wypłata za te najpopularniejsze z nich może nie przekroczyć sumy, jaką musiałbyś wyłożyć za "boksowanie" trzech, albo czterech koni.
Kupując "droższy" bilet zorientuj się więc na jaką wypłatę możesz liczyć za każdą zainwestowaną złotówkę - w najlepszym i najmniej optymistycznym wypadku. Zastanów się, czy swoich typów nie możesz wyrazić w potencjalnie bardziej dochodowym, tańszym, albo łatwiejszym zakładzie. Jeżeli np. pewien jesteś zwycięstwa jednego konia, ale twoje nie do końca sprecyzowane typy na dalsze miejsca okazują się nadzwyczaj popularne, być może warto zainwestować tą samą kwotę w wielokrotny zakład zwyczajny, nie zaś skomplikowaną i drogą czwórkę.
Zastanów się dobrze, które konie obstawiasz z pełnym przekonaniem, a które jedynie "na wszelki wypadek" i upewnij się, czy stosunek kosztów takiego "ubezpieczenia" do ewentualnego zwrotu jest dla ciebie korzystny. Pamiętaj - na wyścigach zarabiają "fuksy", ale też i faworyci, którzy nie sprostali zadaniu - "wyrzucanie" z zakładu liczonych koni jest ryzykowne, ale pozwala ograniczyć koszty i zwiększyć potencjalne wygrane.
Jeśli osiągnąłeś w wyścigowej grze poziom, który wymaga uważnej obserwacji monitora, powinieneś sobie za każdym razem odpowiedzieć na pytanie - czy stawiam po to żeby "zarobić", czy też po to, żeby "nie stracić"? Paradoksalnie ta druga odpowiedź świadczy o tym, że "zagalopowałeś" się nieco w końskim hazardzie. Nawet jeśli - w ogólnym rozrachunku - jesteś na plusie, powinieneś się kierować zasadą, że wygrać możesz, natomiast stracić musisz.
W trakcie przyjmowania zakładów na monitorach nad kasami wyświetlane są przewidywane wygrane za konkretne typy, oparte na dotychczas wykupionych zakładach oraz wysokość puli. Dla gracza są to informacje szczególnie istotne: po pierwsze - pozwalają zweryfikować własną ocenę szans koni z "kolektywną" oceną toru, po drugie - oszacować wysokość ewentualnej wygranej, po trzecie - dobrać najbardziej opłacalny zakład.
"Pierwsza gra" - czyli, wyścigowy vox populi
Gonitwa i ostateczna kolejność na celowniku ucina wszelkie spekulacje, jednak nim konie wystartują podlegają ciągłej ocenie. Najpierw ich szanse na zarobek ocenia właściciel wraz z trenerem, którzy starają się znaleźć dla podopiecznego optymalny wyścig. Swoje dwa grosze dorzuca handikaper, który szereguje zarejestrowane konie, przypisując im odpowiednie do możliwości obciążenie. Po zapisie za ocenę szans zabiera się prasa, a po wydrukowaniu programu zapobiegliwi gracze. Na kilka dni przed wyścigiem można liczyć na ostatnie "oficjalne" przecieki ze stajni i od trenerów. Wreszcie - w dniu wyścigów - konie prezentują się na padoku.
Wysokość ewentualnej wypłaty za zakład na danego konia wyświetlona na monitorze jest ostatnią i najbardziej aktualną wskazówką jaką powinniśmy brać pod uwagę. To wypadkowa typów całego toru, kolektywna opinia społeczności graczy, suma wszelkich poprzedzających gonitwę spekulacji. Czy trafna? Niekoniecznie. Ale na pewno nie należy jej ignorować! Nawet jeśli jesteś pewien swoich typów, w drodze do kasy zatrzymaj się przed monitorem - a nóż coś przegapiłeś na padoku?
Typy prasowe, a tym bardziej te w drukowanym z dużym wyprzedzeniem programie, nie mogą przecież w stu procentach uwzględnić takich czynników jak stan toru, czy pogoda danego dnia, a tym bardziej - prezencji konia na pięć minut przed wejściem do maszyny startowej. Jeśli wysoko oceniasz szanse jakiegoś wierzchowca, a on okazuje się najmniej granym koniem, powinieneś przynajmniej zapytać się - dlaczego? Dlaczego ty widzisz, że koń "sam jeden" wygra wyścig, a inni nie dochodzą do takiej konkluzji? Być może, to ty czegoś nie zauważyłeś - opuszczonej głowy energicznego zazwyczaj konia, spadku formy stajni wyścigowej, podniesienia wagi, albo zmiany dosiadu?
Oczywiście nie powinieneś się zawsze sugerować odczytem z monitora - gdyby wiecznie wygrywała "pierwsza gra", zakłady nie miałyby sensu.
Często jeden rzut oka na monitor wystarczy, jednak jeśli poświęcimy nieco dłuższą chwilę na jego obserwację, możemy dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. Zapewne nieco inaczej będą się kształtowały ewentualne wypłaty przed i po prezentacji koni na padoku. Pod koniec przyjmowania zakładów, zwłaszcza w wyrównanych stawkach, dystans pomiędzy "pierwszą grą" a liczonymi rywalami nieco się zmniejszy, wzrosną też "akcje" potencjalnych "fuksów" - to efekt wykalkulowanych zakładów liczących na zarobek "profesjonalnych" graczy.
Szukając "pierwszej gry" warto zwrócić uwagę nie tylko na kolumnę zakładów zwyczajnych, ale też na bardziej skomplikowane zakłady. Trójki i czwórki będą zapewne bardziej "konserwatywne", najczęściej otwierane koniem uważanym za "obiektywnie" najlepszego. W zakładach zwyczajnych zaskakującą "karierę" może zrobić koń wyróżniający się maścią, wyglądem, lub nawet samym imieniem. Dobrze jest poczekać i zobaczyć, czy taki "czarny koń" pojawi się również chociaż na dalszych miejscach bardziej złożonych zakładów.
Na co możesz liczyć, czyli potencjalne wygrane
Konsultując się w tej kwestii z monitorem pamiętaj, że poznajesz jedynie "szacunkowe" wypłaty - im bliżej startu gonitwy tym bardziej miarodajne, ale ciągle nieostateczne. Musisz też wiedzieć, że podawane kwoty dotyczą wypłat za jeden zakład - czyli dwa złote.
Jeśli twojego typu nie ma na monitorze (a bywa tak w wypadku wielu trójek, czwórek i co poniektórych "egzotycznych" porządków), możesz spodziewać się wypłaty wyższej, niż jakakolwiek z podanych - ale oczywiście nie wyższej niż stale uaktualniana pula. Jeśli trójka, lub czwórka nie figuruje w zestawieniu, nie powinieneś bynajmniej zakładać, że jako jedyny ją wytypowałeś - zwłaszcza jeśli od najpopularniejszych zakładów różni się jedynie kolejnością.
Co wyrzucić, czyli jak zaplanować potencjalny zakład
Przy minimalnych stawkach i prostych zakładach zawsze możesz liczyć na zwrot - z większą, lub mniejszą nawiązką. Jeśli planujesz więcej zakładów - albo zakłady systemowe - koniecznie sprawdź na monitorze, czy gra jest warta świeczki. Oczywiste jest, że np. zagranie wszystkich koni "zwyczajnie" w 90% przypadków nie ma się prawa zwrócić, ale już tańszy o dwa złote zakład polegający na obstawieniu jednego konia we wszystkich możliwych porządkach - choć równie "toporny" - potrafi okazać się dochodowy. Nie można polegać na założeniu, że trójki i czwórki są wysoko płatne - wypłata za te najpopularniejsze z nich może nie przekroczyć sumy, jaką musiałbyś wyłożyć za "boksowanie" trzech, albo czterech koni.
Kupując "droższy" bilet zorientuj się więc na jaką wypłatę możesz liczyć za każdą zainwestowaną złotówkę - w najlepszym i najmniej optymistycznym wypadku. Zastanów się, czy swoich typów nie możesz wyrazić w potencjalnie bardziej dochodowym, tańszym, albo łatwiejszym zakładzie. Jeżeli np. pewien jesteś zwycięstwa jednego konia, ale twoje nie do końca sprecyzowane typy na dalsze miejsca okazują się nadzwyczaj popularne, być może warto zainwestować tą samą kwotę w wielokrotny zakład zwyczajny, nie zaś skomplikowaną i drogą czwórkę.
Zastanów się dobrze, które konie obstawiasz z pełnym przekonaniem, a które jedynie "na wszelki wypadek" i upewnij się, czy stosunek kosztów takiego "ubezpieczenia" do ewentualnego zwrotu jest dla ciebie korzystny. Pamiętaj - na wyścigach zarabiają "fuksy", ale też i faworyci, którzy nie sprostali zadaniu - "wyrzucanie" z zakładu liczonych koni jest ryzykowne, ale pozwala ograniczyć koszty i zwiększyć potencjalne wygrane.
Jeśli osiągnąłeś w wyścigowej grze poziom, który wymaga uważnej obserwacji monitora, powinieneś sobie za każdym razem odpowiedzieć na pytanie - czy stawiam po to żeby "zarobić", czy też po to, żeby "nie stracić"? Paradoksalnie ta druga odpowiedź świadczy o tym, że "zagalopowałeś" się nieco w końskim hazardzie. Nawet jeśli - w ogólnym rozrachunku - jesteś na plusie, powinieneś się kierować zasadą, że wygrać możesz, natomiast stracić musisz.




